Tłumacz w kościelnym procesie małżeńskim

W Kodeksie Prawa Kanonicznego z 1983 r. jest kilka norm prawnych, w których wyraźnie sformułowany jest zakaz łączenia niektórych funkcji czy zadań. Nie ma natomiast uregulowań dotyczących wykonywania przez tę samą osobę zadania tłumacza i równocześnie jakiejś funkcji w Kościelnym Sądzie. Wynika to po części z praktycznego faktu o byciu: albo tłumaczem, albo spełniającym jakieś sądowe stanowisko. Tymczasem warto obecne rozważania poświęcić tej kwestii, gdyż takie sytuacje nie należą do rzadkości. Na wzór przepisów o nie łączeniu przy tej samej sprawie takich funkcji, jak: promotor sprawiedliwości i obrońca węzła małżeńskiego (kan. 1436 §1 KPK), następnie: sędzia, promotor sprawiedliwości, obrońca węzła, pełnomocnik, adwokat, świadek, biegły i sędzia czy asesor w Trybunale wyższym (kan. 1447 KPK) można przypuszczać na zasadzie pewnej analogii o jeszcze innych przykładach. Owo niełączenie wynika z faktu, iż mimo że każda z tych funkcji czy zadań winna przebiegać i być spełniana w zgodzie z prawdą, to sędzia winien na podstawie tego, co mówią wyżej wymienione osoby, dodajmy – co mówią w swoim aspekcie – wyrobić sobie swoje, własne zdanie; po drugie, dotyczy to zwłaszcza pierwszego przypadku, niektóre zadania są sobie jakby przeciwstawne, przykładowo: rzecznik sprawiedliwości oraz obrońca węzła małżeńskiego, stąd wykonywanie tych zadań w tej samej sprawie byłoby niezrozumiałe. Stosowne byłoby zatem, aby w ten drugi w kolejności wykaz osób włączyć także funkcję tłumacza. Oczywiście można spotkać się z zarzutem, iż tłumacz pozbawiony jest w pewien sposób swego zdania, gdyż jego rola polega na przetłumaczeniu czegoś, co powstało niezależnie od jego woli, i trudno jest się z tym nie zgodzić, ale też trzeba wziąć pod uwagę fakt w postaci dopuszczenia jakiegoś błędu przez tłumacza, który, przy założeniu, iż wykonywałby jednocześnie zadanie sędziego, byłby kontynuowany. Tu w pamięci mamy też określenie sędziego i takie też jego traktowanie jako biegłego biegłych, a więc jako osobę, której zadaniem jest dokonanie analizy i ocena zgromadzonych dowodów, co oznacza o nie przedstawianiu przez niego samego takowych. O byciu tłumaczem decydują już inne przepisy, regulamin, aczkolwiek wydaje się, iż materia kościelnego procesu małżeńskiego na tyle jest inna od przykładowo rozwodów, iż każdy termin, każde słowo użyte szczególnie przez stronę, ale i świadków może odegrać niebagatelną rolę. Za przykład mogą posłużyć różne rodzaje symulacji, czyli wykluczenia, w której to wadzie tak istotną rolę odgrywa dokonanie czegoś aktem woli, a nie pozostanie tylko w sferze intelektualnej, co z kolei jest obce na gruncie prawa cywilnego. Oznaczać to może zatem o konieczności posiadania choćby minimalnej wiedzy z prawa kanonicznego przez tłumacza. Naturalnie można twierdzić, iż wystarczy znajomość danego języka, aby już dokonać tłumaczenia, tymczasem nic bardziej mylnego, bowiem cały czas musimy pamiętać o istocie poszczególnych tytułów nieważności, przy których oddanie czegoś, ale innym czasownikiem może rzutować na sam wyrok. Wychodzę też z założenia, opartego na własnej praktyce, iż czasami dobrze jest, jeśli tłumacz zrobi obok przetłumaczonego tekstu swoje uwagi, gdy jest taka konieczność. Pamiętam jedno z tłumaczeń, w którym przez gramatyczne błędy językowe autora tekstu, właśnie bez wchodzenia w wolę tegoż autora można było wysunąć całkiem przeciwstawne wnioski: autor opisywał swoje nastawienie do wierności, jak najbardziej negujące możliwość wykluczenia przez niego tego elementu, gdy tymczasem jakieś zapomnienie, ale też gramatyczny błąd wskazywał na coś zupełnie innego. Jest też pewne niebezpieczeństwo, zwłaszcza jeśli mamy do czynienia ze słowem mówionym, iż tłumacz, znający prawo kanoniczne, poczuje pewien „niedosyt” z odpowiedzi zeznającego, wówczas najbardziej słusznym wyjściem jest wprost zapytanie przesłuchującego i wyrażenie zgody przez niego na postawienie dodatkowego pytania celem wyjaśnienia wątpliwości, dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy nie przesłuchuje Sędzia, ale osoba wyznaczona do tego zadania, a nie posiadająca kompetencji w prawie. Takie extra działanie winno zostać dodatkowo zaprotokołowane. Obok podkreślonych powyżej kwalifikacji naukowych, zawodowych można też zastanawiać się nad przymiotami moralnymi, oczywiście bez stawiania niepotrzebnych przeszkód, ale także i te są ważne, aby przez przykładowo złe nastawienie do poglądów reprezentowanych przez tego, kogo się tłumaczy, nie doszło do jakichś nadużyć ze strony tłumacza. Samo zabezpieczenie w postaci potwierdzenia zgodności z oryginałem może nie wystarczyć, a jak widzimy: od tłumaczenia zależeć może nawet ostateczny wyrok. Można poruszyć także jeszcze inną kwestię, co w sytuacji, jeśli np. Strona, przy której był tłumacz, chce odnieść się w jakiś sposób do wiedzy tego ostatniego, i wykorzystać to w procesie kościelnym, przy tym cały czas pamiętamy o konieczności zachowania tajemnicy (kan. 1548 §2 nr 1 KPK; nt. zachowania tajemnicy: Kodeks Tłumacza Przysięgłego z 30 czerwca 2011 r. §6 (http://www.tepis.org.pl/pdf-doc/kodeks-tp.pdf). Jednym z rozwiązań jest zwolnienie przez stronę tłumacza z tegoż obowiązku. Zagadnienie funkcji tłumacza poruszane jest w Kodeksie kilka razy (w obrębie prawa procesowego: kan. 1471 KPK, ale i w ramach sakramentu spowiedzi św.: kan. 983 §2 KPK), ale z racji wciąż nowych możliwości, pojawia się też możliwość do uregulowania nowych sytuacji. Przy czym trzeba wziąć też pod uwagę to, iż specyfiką Kodeksu jest pozostawienie pewnych spraw jakby nieuregulowanych, bowiem można je uporządkować też na sposób czysto ludzki, logiczny i naturalny.