ZASADY ETYCZNE, wedle których winien działać ADWOKAT KOŚCIELNY, cz. 1

Obecnie poruszymy kilka problemów związanych – ogólnie – z kwestią, w jaki sposób winien zachowywać się/działać adwokat kościelny. Asumptem do podjęcia tego zagadnienia jest istnienie zbioru etycznych zasad dla Adwokatów Cywilnych oraz Radców Prawnych. Taki zbiór, pod względem szczegółowego rozstrzygania i regulacji nie istnieje w prawie kanonicznym. Jest bowiem w nim „tylko” kilka kanonów, które odpowiadałyby owemu Zbiorowi z prawa cywilnego. Stąd zastanowimy się także i nad tym: czy czasem nie dobrze byłoby stworzenie takich przepisów, jeśli już nie w KPK, to przez poszczególne Konferencje Episkopatu.

Jednym z cywilnych przepisów jest prawo do zwrócenie uwagi przez jednego Adwokata cywilnego drugiemu, gdy Ten narusza zasady etyki adwokackiej. Takiego przepisu w prawie kanonicznym nie ma. A czasami istnienie takowego wydawałoby się nader pożądane. Jak wiemy, jednym z wymogów stawianych kościelnemu adwokatowi jest posiadanie przez niego tzw. nienaruszonej sławy. Częstym przykładem podawanym w kanonicznych podręcznikach jest brak jej w przypadku pozostawania w wolnym, bądź cywilnym związku przez adwokata kościelnego. Jakimś istniejącym rozwiązaniem celem zapobieżenia temu jest przedstawianie przez Proboszcza opinii o kandydacie na adwokata kościelnego. Ale często też bywa i tak, iż wystawienie takiej opinii nie jest wymagane czy praktykowane, a informacja o prywatnym życiu przyszłego adwokata kościelnego jest w posiadaniu przez innego pełniącego już tą funkcję. Czasami niezręcznie jest, tak po ludzku biorąc, zwracanie w jakiś sposób uwagi, a być może istnienie takiej regulacji ułatwiałoby realizowanie tego prawa, zaś samego kandydata do pełnienia funkcji adwokata kościelnego, czy to mobilizowałoby do uregulowania swojego życia na forum prywatnym, czy też powodowałoby nie staranie się przez niego o rzeczone stanowisko.

Innym ważnym wg mnie cywilnym przepisem jest ten dotyczący niepodawania Sądowi świadomie nieprawdziwych informacji przez Adwokata cywilnego. Gdy zaś Adwokat cywilny domyśla się, iż jakaś informacja jest niezgodna z prawdą, to ma On obowiązek poinformowania, iż nie pochodzi ona od Niego. Przepis ten jest nawet o wiele ważniejszy – moim zdaniem – od poprzedniego. Nie do rzadkości należy sytuacja, gdy po latach praktyki adwokat kościelny wyraźnie „czuje”, iż Strona przekazuje jemu nieprawdziwe informacje, co więcej, może nawet znaleźć potwierdzenie, co do tego u Niej samej. I właśnie jednym z rozwiązań byłoby, albo nie podawanie jej przez adwokata kościelnego, a gdy Strona zajmuje stanowisko, iż ta informacja jednak jest prawdziwa, adwokat mógłby zaznaczyć, iż jest to informacja od Strony, co z kolei byłoby wyraźnym znakiem dla samego już Sądu o pochylenie się nad nią, celem już weryfikacji. Przecież nie można zakładać, że nawet trudna do wyobrażenia sobie prawda nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, jednak to Sąd powinien zweryfikować, na ile jest ona prawdziwa nie zaś adwokat kościelny. Takie działanie stałoby też frontem do tego, aby czynności adwokata kościelnego nie były działaniami jego w kierunku, czy to unieważnienie małżeństwa, czy rozwodu kościelnego, a zmierzały do ew. uznania małżeństwa za nieważne, bądź jego rozwiązania.

W prawie cywilnym istnieje też kilka przepisów obejmujących sprawy, jakie cywilny Adwokat nie powinien podejmować (przykładowo: gdy wynik danej sprawy dotyczy też osoby Adwokata; gdy z daną Osobą pozostaje On w konflikcie; bądź gdy z daną sprawą przychodzi do Niego osoba nieupoważniona). Także i takiego przepisu w prawie kanonicznym nie ma. Naturalnie są różne wyjścia z danej sytuacji, jak zatwierdzania adwokata kościelnego do każdej ze spraw (pierwsza oraz druga sytuacja). Nie można naturalnie zakładać, iż Sąd od początku zna relacje pomiędzy adwokatem kościelnym a daną Osobą w procesie. Jednak wg mnie prawda wcześniej czy później może ujrzeć światło dzienne, jednak lepiej byłoby, aby to kościelny adwokat miał wiedzę odnośnie takiego zakazu jeszcze przed podjęciem sprawy i sam z siebie dokonał rezygnacji aniżeli uczyniłby to Sąd.

To tylko kilka z wielu innych przykładów. Na tej podstawie można powrócić do pytania ze wstępu o sens powstania podobnych regulacji w prawie kanonicznym. Wg mnie, nie byłoby to nieuzasadnione. Wiadomo, iż z jednej strony, specyfiką prawa kanonicznego jest pewne „niedopowiedzenie”, które wskazuje na elastyczność tego prawa, i to jest na pewno czymś pozytywnym, ale z drugiej strony, kryje się w tym i pewne niebezpieczeństwo w postaci możliwych nadużyć ze strony kościelnych adwokatów. Nie chodzi o sztuczne mnożenie przepisów, ale przez chociażby już kilka podniosłoby się poprzeczkę dla dążących do pełnienia stanowiska adwokata kościelnego, zaś z drugiej strony, przyniosłoby to może większy dla nich prestiż. W końcu w niektórych sytuacjach stojących pod znakiem zapytania istniałoby ich pewne, jedno rozwiązanie. W każdym razie warto wziąć to pod uwagę.

Na ten temat m. in. w:

Etyka adwokacka i radcowska. Komentarz, orzecznictwo, kazusy i opinie, pr. zb. pod red. M. Król, Warszawa 2017.