JAKIE SĄ SZANSE na stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego?

Podstawowym pytaniem od Osób dopiero zastanawiających się nad wszczęciem kościelnego procesu o stwierdzenie nieważności Ich małżeństwa jest zapytanie o tzw. „szansę”. I w tym miejscu musimy odróżnić od siebie dwie sytuacje. Pierwsza to ta, kiedy pod rzeczonym pytaniem rozumiemy zasadność, czyli w ogóle sens wszczęcia kościelnego procesu małżeńskiego, zaś druga to – „posiadanie na myśli” uzyskanie wprost pozytywnego Wyroku. Pytanie o „szansę” jest wg mnie uzasadnione tylko w pierwszym przypadku, a wynika to z różnych względów. Przykładowo: po pierwsze, skoro istnieje możliwość nawet odrzucenia skargi powodowej, to przyjęcie jej oznacza nic innego jak zasadność samej sprawy, a zatem nie od razu przeświadczenie o Wyroku pozytywnym; po drugie, jak sama nazwa wskazuje, proces to nie jakiś pojedynczy akt, pojedyncza czynność, ale to wielo-etapowość, i nie tak do rzadkości należy sytuacja, kiedy dopiero w trakcie procesu, po już jakiś etapach (np. złożenie oświadczeń przez Obie Strony, złożenie zeznań przez Ich Świadków, skonstruowanie opinii Biegłego) widać, iż proces powinien przebiegać jednak wg zupełnie innego tytułu, czyli przyczyny nieważności małżeństwa, gdyż na podstawie tej przyczyny, wedle której on przebiega aktualnie – owszem – sens/”szansa” na jego wszczęcie istniała, ale nie ma całkowicie zasadności zaferowania pozytywnego Wyroku.

Owszem, istnieje pewien wyjątek, o którym zdążyliśmy już trochę powiedzieć, a chodzi mianowicie o tzw. proces skrócony, gdyż jednym z warunków jego rozpoczęcia jest przekonanie, iż przyszły zapadły Wyrok pójdzie w kierunku orzeczenia nieważności małżeńskiego związku. W tej zatem nakreślonej sytuacji nawet można zgodzić się z rozumieniem „szansy” jako pozytywna treść Wyroku. Nie można jednak zapominać, iż proces skrócony nie jest aż tak często przeprowadzanym procesem, zaś po drugie, nawet w trakcie jego biegu jest zawsze możliwość, a nawet czasami konieczność przekwalifikowana, przejścia na proces zwykły.

Z własnego doświadczenia też mogę powiedzieć, iż przedstawiona w sposób często jednostronny dana małżeństwa sprawa może początkowo wzbudzić odczucie nawet o pomyślnym jej sfinalizowaniu, co jednak w czasie ulega całkowicie zmianie. Stąd – powtórzmy raz jeszcze – pytanie o „szansę” właściwie powinno być pytaniem o zasadność wszczęcia sprawy, nie zaś pytaniem o to, jaki zapadnie Wyrok.

Obecnie weźmy zatem pod uwagę takie sytuacje, które, z jednej strony, czynią zasadnym rozpoczęcie kościelnego procesu małżeńskiego, zaś z drugiej strony, kończą się nie stwierdzeniem nieważności zawiązanego węzła małżeńskiego. Posłużymy się przy tym dwoma przykładami. One stanowią też potwierdzenie dla wcześniej wysuniętej tezy.

Pierwszy przykład będzie obejmować sytuację, kiedy przynajmniej jeden ze Współmałżonków „stroni” od utrzymania Rodziny, bądź „stroni” od niesienia jej jakiejkolwiek pomocy (np. wykonywanie tzw. domowych obowiązków).

Najczęstszą przyczyną, pod którą można zakwalifikować wzmiankowany problem jest niezdolność natury psychicznej do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich (kan. 1095 nr 3 KPK). Jednym z owych istotnych obowiązków małżeńskich jest ten w postaci wzajemnej pomocy. Ta może być rozumiana jako materialne utrzymanie rodziny, jako wykonywanie na jej rzecz określonych zadań (np. obowiązki domowe). Nie do rzadkości należy sytuacja, kiedy już przyszli małżonkowie ustalają swój przyszły podział ról, funkcji; decydują, które z nich przejmie odpowiedzialność, obowiązek materialnego utrzymania rodziny, a które zajmie się nią samą, w znaczeniu wychowania wspólnego potomstwa, prowadzenia domowego gospodarstwa. Może to wynikać z wielu przyczyn, ta najbardziej prozaiczna to kwestia uzyskiwanego przychodu. Tj. czymś rozsądniejszym jest wzięcie finansowego łożenia na rodzinę przez współmałżonka cieszącego się lepszym wynagrodzeniem aniżeli odwrotnie. I podniesienie po kilku latach faktu, iż tylko jedna ze Stron małżeństwa utrzymywała rodzinę finansowo, bądź, iż tylko jeden ze Współmałżonków podejmował trud realizacji domowych obowiązków – owszem – czyni na pierwszy rzut oka sprawę całkiem zasadną, ale bez wejścia w szczegóły zakończy się ona Wyrokiem negatywnym.

Drugi przykład, już bardzo powszechny w naszych realiach, to „porzucenie” rodziny i (lub) emigracja.

I ponownie, problematykę tą można rozpatrywać w świetle rzeczonej już niezdolności natury psychicznej. Jednak winno się odróżnić sytuację, kiedy rozłąka z rodziną i wyjazd emigracyjny w celach zarobkowych ustalony był wcześniej, a jeśli nawet nie został określony przed wstąpieniem przez Strony w związek małżeński, a pojawił się w trakcie jego trwania, i był jak najbardziej zasadny, i stąd nie może być rozumiany w ścisłym słowa tego znaczeniu jako – wprost – porzucenie rodziny, dodajmy – nie uzasadnione jakiś w niej problemem, co więcej, nie spowodowane zaburzoną osobowością porzucającego małżonka, od sytuacji tym przeciwstawnych.

Innymi słowy, i taki nasuwa się też krótki wniosek z dotychczasowych rozważań, od sposobu przedstawianej sytuacji zależy zakwalifikowanie sprawy do procesu, ale już nie treść ostatecznej konkluzji Sądu.

Na ten temat:

https://www.infor.pl/prawo/rozwody/rozwod-koscielny/2946069,Jakie-sa-szanse-na-stwierdzenie-niewaznosci-malzenstwa-koscielnego.html