PRZYCZYNY wszczęcia kościelnego procesu małżeńskiego

Rozmowa z Red. Newsweeka Panią Elżbietą Turlej
Zna Pani realia i podejście do tzw. rozwodów kościelnych w Niemczech i Polsce. Czy Polacy inaczej podchodzą do tzw. rozwodów niż Niemcy? Co ich różni? Czy mamy inne oczekiwania wobec stwierdzenia nieważności niż Niemcy? Innymi słowy: czy na tle innych narodów jakoś się wyróżniamy? Niemiec wystąpi o stwierdzenie nieważności małżeństwa, żeby…. tymczasem Polakowi bardziej zależy na tym, aby uzyskując stwierdzenie nieważności małżeństwa uzyskać jednocześnie itd. ….. 
Od razu chciałabym zaznaczyć, iż jeśli już występuję w takich sprawach jako adwokat Strony, to jedna ze Stron jest Polakiem, i to Tę Stronę reprezentuję. W każdym razie, jeśli chodzi o motywy, które skłaniają Strony do starania się o uznanie Ich małżeństwa za nieważne, to pochodzą one z religijnego gruntu: chęć przystępowania do Sakramentów Św. przez siebie, ale i równocześnie nie bycie „przeszkodą” do takiego Ich przyjmowania przez obecnego Partnera czy cywilnego Małżonka; chęć bycia przykładem dla swoich własnych Dzieci. Pomijam też i inne motywy, o których nadmieniają już same Strony: brak jakichś przeszkód w ochrzczeniu Ich potomstwa (to argument podnoszony przez Strony, a nie przez kanoniczne prawo); prozaiczna racja w postaci życia w małym środowisku, w którym nie uchodzi pozostanie, czy to w wolnym związku, czy cywilnym; przy tym warto dodać, iż racja ta pozostaje pośrednio w związku z wymienionym powyżej wzięciem pod uwagę dziecka/dzieci, tzn. Strony podczas np. Pierwszej Komunii Św. Ich potomstwa chcą także aktywnie uczestniczyć w Tym Sakramencie, aktywnie, tj. przystępując do Komunii Św. i nie narazić siebie a przede wszystkim swojego dziecka na nieprzychylne jakieś komentarze. Bywają też inne względy, jak ostateczne rozliczenie się z przeszłością; to jest wówczas na zasadzie, iż skoro powiedziało się A, i ma się rozwód cywilny, to winno powiedzieć się także B, i pójść w kierunku stwierdzenia nieważności małżeństwa, chociaż Strona podejmująca takie kroki nie ma na uwadze swojego obecnego związku, gdyż – po prostu – takiego związku nie ma.
Czy zauważa Pani jakieś specyficzne, polskie – wyróżniające nas na tle innych krajów Europy – podejście do stwierdzenia nieważności? Coś, co nas wyróżnia i co być może coś o nas mówi? Na temat naszych kompleksów, fobii, uprzedzeń, lęków? 
Wg mnie nie przeceniajmy aż tak różnicy pomiędzy ludźmi, tj. skoro mamy do czynienia ze ściśle pojętą „działką”, a obejmującą kościelny proces małżeński, czyli, skoro mamy do czynienia z Osobami wierzącymi, praktykującymi, skoro mamy do czynienia z Osobami, które wszczynają taki rodzaj procesu, to też trudno jest sobie wyobrazić, aby zupełnie inne racje kierowały Tymi Osobami w Polsce, a inne za granicą. Ja bym tu widziała przedstawienie problemu w nieco inny sposób, tj. dlaczego w Polsce takich procesów jest więcej aniżeli na Zachodzie. Może jeszcze inny przykład: wg mnie bez względu na kraj zamieszkania, to każdemu z nas zależy raczej na dobrej opinii od innych, a zatem: w mniejszym środowisku, w środowisku religijnym, w środowisku katolickim – właśnie – Katolikowi będzie zależało na uregulowaniu swojego aktualnego statusu cywilnego, gdy ten odbiega od statusu innych Mieszkańców, bez względu gdzie Katolik zamieszkuje, czy w Polsce, czy na obczyźnie. Zatem są pewne wspólne elementy, które łączą nas, natomiast różnic można upatrywać gdzie indziej: mniejsza liczba małych, religijnych, katolickich środowisk w jednym kraju, a ich większa liczba w innym, co ma z kolei wpływ na liczbę kościelnych procesów.
Może ma Pani jakieś przykłady spraw w których te fobie, uprzedzenia, lęki a może właśnie kompleksy wychodziły? Być może są jakieś powtarzające się ludzkie motywacje, a może błędne wyobrażenie że unieważnienie oznacza tyle co rozwód i co się z tym wiąże ludzie podchodzili do stwierdzenia identycznie jak do rozwodu? 
To jest bardzo ciekawe pytanie. To, co zostało powiedziane jednak powyżej, to już nie będę powtarzała, ale faktycznie, „niby” Strony będące w trakcie swojego procesu małżeńskiego mają (bądź powinni mieć) jakąś wiedzę nt. rozwodu a kościelnego procesu o nieważność małżeństwa, to muszę przyznać, iż nawet już po zakończonym postępowaniu w I Instancji, po otrzymaniu negatywnego przez te Strony Wyroku, gdy Strona wkracza na ścieżkę apelacyjną, to często dalej stosuje i używa błędnej terminologii „unieważnienie małżeństwa”, bądź „rozwód kościelny”, mimo iż przecież taki proces trwa dłuższy czas, mimo iż Strona nie „pojawia się” w Trybunale Kościelnym raz, mimo iż Sąd Kościelny mobilizuje Ją do większego przez Nią zaangażowania, co powinno mieć reperkusje w chociażby Jej terminologii. Natomiast tutaj właśnie widziałabym różnicę w podejściu do kościelnego procesu małżeńskiego w naszej ojczyźnie a np. w Niemczech. A mianowicie: u naszych zachodnich Sąsiadów powszechnym jest bycie Protestantem, a w łonie Protestantyzmu są rozwody kościelne, i ta mentalność może przenikać i wpływać na Polaków np. w Niemczech. Po drugie, bywa, iż Protestant stara się o uznanie swojego małżeństwa za nieważne z uwagi na nowy ślub z Katolikiem, dodajmy, ślub, który ma być uznany przez KK (Kościół Katolicki), i trudno jest mimo wszystko wymagać od Niego, aby w prosty sposób przeszedł od nie traktowania kościelnego procesu o stwierdzenie/orzeczenie nieważności małżeństwa jako rozwodu kościelnego. Natomiast uważam, iż trudno nie wymagać, aby takiego traktowania nie było przez samych Katolików, żyjących w Polsce, będących po ślubie z Katolikiem, i pragnącym na nowo związać się na sposób kościelny w KK z Katolikiem.
Czy zauważyła Pani – przez lata pracy w tej branży – że ostatnio Polacy chętniej i częściej występują o stwierdzenie nieważności małżeństwa? Jeśli tak, jak Pani myśli, z czego to może wynikać? Czy to sygnał, że ślub kościelny zyskuje na wartości, skoro ludzie chcą go ponownie zawierać i unieważniać poprzedni? Na czym polega – wg Pani – ta nowa, być może wyższa niż wcześniej, wartość ślubu kościelnego? Co to może dawać? Z czym może się wiązać? 
Takie pytanie jest cenne, ono często pada. I ja już swojego czasu nawet tak niedawno udzieliłam na nie odpowiedzi, i może ośmielę się ją mniej więcej powtórzyć. W obecnej dobie jest łatwiejszy dostęp do pewnych informacji aniżeli wcześniej (chodzi o rolę mass mediów, szczególnie Internetu), zachowanie Innych na tej płaszczyźnie daje więc jakiś bodziec do podobnego postępowania jednak już we własnej sprawie. Idąc dalej, to skoro procesów kościelnych jest dużo, skoro dzięki nim ma się na uwadze zawarcie nowego kościelnego ślubu, to można wysunąć tezę, iż taki ślub jest ważny tak, jak dawniej. Ale pojawia się pewno „ale”: dawniej Osoby związane na sposób kościelny trwały w swoim małżeństwie na przekór wielu problemów, i to nieraz bardzo ciężkich, aktualnie – już nie. Zatem, ślub kościelny jako konsekwencja kościelnego procesu jest ważny, ale jest różnica w podejściu do treści samej przysięgi małżeńskiej. Jestem z daleka od oceniania takiego zachowania, nie jest to bowiem czas i miejsce (!), ale taka różnica jest. Wcześniej panowała zasada, przekonanie, iż skoro ślubowało się przed Bogiem na dobre i złe, to trzeba teraz w treści tego ślubowania wytrwać. Obecnie Ludzie są jakby bardziej roszczeniowi, dbający o własne dobro, więc nie chcą się aż tak męczyć. Natomiast nie wiem czy byłoby to słuszne, gdyż byłoby to absolutnym już wyjściem poza ramy prawa, i wkroczeniem na drogę psychiatrii, psychologii, gdyby postawiło się taką hipotezę: czy czasem nie wynika to z większej niedojrzałości Ludzi wstępujących w kościelne związki w czasach, w których przyszło nam żyć. Przecież inaczej, z naturalnych względów, wyglądały czasy dawniejsze, a inaczej obecne: odosobnionym przypadkiem, aczkolwiek mogliby tu wypowiadać się Eksperci z innych dziedzin, byli mężczyźni – kolokwialnie mówiąc – trzymający się maminej spódnicy, podczas gdy teraz, nie jest rzadko spotykane, gdy mężczyzna ma pretensje o coś do swojej małżonki, i zamiast to z nią rozwiązać problem, ucieka pod skrzydła swojej matki. Stąd dawniej taki małżonek usłyszałby od swojej matki, iż ma wracać do żony, gdyż ma już swoją, własną rodzinę, zaś obecnie raczej może usłyszeć, jak to źle dokonał on wyboru. Kolejna kwestia też biorąca się z „czasowej” różnicy, to: wcześniej przyszli małżonkowie wzrastali w pewnych życiowych schematach: każdy miał swoje zadania, inne mężczyzna, inne zaś kobieta, i następnie żyli wg tego już w swoim małżeństwie. W pewnym momencie powstał jednak problem, gdy nastąpiły przeobrażenia w rolach, w dziejach, i trudno było znaleźć się w zupełnie nowej sytuacji aniżeli tej panującej w domu, co musiało wpłynąć na być może osobowość małżonków, a przez to na ich małżeństwo. Po raz kolejny można więc ośmielić się wysunąć pewną hipotezę, iż gdy jakieś, pewne pokolenie będzie wzrastało w takim środowisku, którego zasady będzie mogło kontynuować w swoim małżeństwie, z uwagi na brak nagłego przeobrażenia w dziejach, to być może takich kościelnych procesów będzie mniej, gdyż małżeństwa będą przebiegały spokojnie, ale – znowu – do momentu „rewolucji”. Aczkolwiek nie można przecież wykluczać pojawienie się też takich okoliczności, które wygenerują nowe problemy i wpływ ich na ludzką psychikę oraz międzyludzkie relacje, w tym relacje małżeńskie. Tym sposobem dotykamy pośrednio jedną z najczęstszych prawnych przyczyn, na podstawie których toczą się kościelne procesy, a to: niezdolność natury psychicznej.
Czy pojawiły się nowe, zgłaszane częściej niż wcześniej, powody unieważnienia? Jeśli tak – jakie? Czy zauważyła Pani, że jeśli ludzie się interesują unieważnieniem, robią to w jakiś seriach, falach, które są wywoływane newsem o kimś ważnym, a może specyficzną sytuacją społeczno polityczną? Innymi słowy, czy ludzie reagują stadnie, czy nie ma reguły, a powody są zawsze różne i niepowtarzalne?
To zacznijmy od początku. Są trzy grupy przyczyn, na podstawie których przebiegają kościelne procesy o nieważność, a to: brak formy kanonicznej, przeszkody małżeńskie oraz wady zgody małżeńskiej. I te ostatnie są najczęściej spotykane. Oczywiście, nawet wśród nich można wyróżnić, wyodrębnić te tytuły, które są brane pod uwagę częściej aniżeli inne. O takim prawnym tytule, często spotkanym, powiedzieliśmy już powyżej, chodzi o wzmiankowaną niezdolność natury psychicznej. Pod nią podchodzą psychiczne choroby, zaburzenia, psychiczne nieprawidłowości. Oczywiście, nie wystarczy diagnoza danej choroby, ale „diagnoza” czy owa choroba spełnia prawne wymogi, aby zakwalifikować ją do psychicznej niezdolności, gdyż to na jej podstawie można orzec nieważność zawartego związku a nie na podstawie choroby. W ramach niej (tj. niezdolności) mamy do czynienia z uzależnieniami, wśród nich z nowymi ich rodzajami, które z naturalnych względów nie miały miejsca wcześniej, bądź były jeszcze nie zagłębione (uzależnienie od Internetu, od jedzenia, pracy itp.). Inną przyczyną prawną, też często spotykaną, to różne formy wykluczenia, czyli symulacji, tj.: symulacja zgody małżeńskiej, wykluczenie potomstwa, wierności, jedności, nierozerwalności. Uważam, iż także i na ten tytuł ma wpływ sytuacja na zewnątrz nas: chęć robienia tzw. kariery a wykluczenie potomstwa, a wcześniej – chęć zdobycia obywatelstwa, podniesienie swojego statusu materialnego statusu a wykluczenie zgody małżeńskiej. Natomiast czy sytuacja zewnętrzna, tj. jakiś przykład innych Ludzi wpływa na liczbę spraw – to, z jednej strony, na pewno, tj. powoduje, iż człowiek, który ma prawo wkroczyć na kościelną ścieżkę zaczyna myśleć o swojej sytuacji, ale od przejścia z myślenia w czyn to w sumie jest jeszcze daleka droga, czyli już zbadanie konkretne swojej sprawy pod kątem jej zasadności, wzięcie pod uwagę możliwości udowodnienia swoich tez, uwzględnienie też aktualnej swojej sytuacji, tj. czy ja tego rzeczywiście potrzebuję (np. nowy związek), czy może jednak nie, i tutaj już nie ma miejsca na coś „stadnego”, ale mamy do czynienia z indywidualnym podejściem. Z drugiej strony, też nie można przeceniać absolutnej oryginalności, gdyż – jak już to zostało powiedziane – pewne okoliczności, takie same, kreują również nasze zachowania, które są podobne, a są podobne, gdyż są wspólne ludziom, są po prostu ludzkie. Podobne zjawisko zachodzi w czasie toczącego się procesu. Weźmy prosty przykład: proces z tytułu niezdolności natury psychicznej w formie jakiegoś uzależnienia. Wspólnym dla każdej ze spraw jest wzięcie pod uwagę tego: czy mamy do czynienia z prawdziwą postacią uzależnienia (a to musi przecież spełniać pewne, dawno już ściśle określone kryteria), następnie, czy owo uzależnienie spełnia wymogi przepisane przez Prawodawcę (a wymogi dla niezdolności w każdej sprawie są też identyczne). Sprawy jedna od drugiej mogą i różnią się natomiast pewnymi szczególikami, niuansami, na tym polega oryginalność w procesie, ale sedno, istota jest jakby bez zmian, chyba że dochodzą do głosu nowe wyniki badań już dziedzin pozaprawnych. Dlatego, już tak prywatnie mówiąc, to ja nigdy nie „nudzę się” nawet, gdybym miała sprawy wyłącznie z jednego tytułu prawnego, gdyż obok – naturalnie – bazy staram się uchwycić oryginalność danej małżeńskiej sprawy.